Szukaj nas na:

Jak pomóc dziecku z dysleksją
Drogi Rodzicu,
Piszę do Ciebie trochę jak do kogoś bardzo bliskiego. Bo wiem, jak to jest siedzieć obok dziecka, które się stara… i widzieć, że mimo wysiłku coś wciąż nie idzie. Litery się mylą, czytanie nie klei się w całość, zeszyt wygląda „gorzej niż u innych”, a w oczach dziecka coraz częściej pojawia się zniechęcenie.
I chcę Ci powiedzieć coś bardzo ważnego już na początku. To naprawdę nie musi oznaczać, że z Twoim dzieckiem jest coś „nie tak”.
Bardzo często za takimi trudnościami stoją tzw. specyficzne trudności w czytaniu i pisaniu, czyli dysleksja. To nie jest choroba ani brak inteligencji. To inny sposób pracy układu nerwowego. Dziecko może być bystre, ciekawe świata, mieć świetne pomysły – a jednocześnie gubić się w literach, dźwiękach i zapisie.
Z mojego doświadczenia – zarówno jako psychologa, jak i nauczyciela zajęć korekcyjno-kompensacyjnych – wynika, że najtrudniejsze dla dziecka nie są same litery. Najtrudniejsze jest to, co zaczyna się dziać wokół nich.
Porównania.
Presja.
Poczucie, że „inni potrafią, a ja nie”.
I bardzo szybko – utrata wiary w siebie.
Dlatego tak ważne jest, żebyśmy my, dorośli, dobrze zrozumieli, co się naprawdę dzieje.
Trudności w czytaniu i pisaniu nie biorą się z lenistwa. One najczęściej wynikają z tego, że pewne funkcje rozwijają się inaczej lub wolniej. Dziecko może mieć trudność z analizą i syntezą słuchową, czyli łączeniem głosek w wyrazy. Może mieć problem z różnicowaniem podobnych liter, orientacją w przestrzeni, pamięcią wzrokową lub słuchową. Czasem dochodzi do tego nieustalona lateralizacja, trudności z koncentracją albo koordynacją wzrokowo-ruchową.
I wtedy naprawdę nie wystarczy „więcej tego samego”.
Dziecko, które nie radzi sobie z czytaniem, nie nauczy się go tylko przez czytanie jeszcze większej ilości tekstu.
Dziecko, które popełnia błędy, nie zacznie pisać poprawnie od przepisywania całych stron.
Wręcz przeciwnie. Może się nauczyć zgadywania, utrwalić błędy i jeszcze bardziej zniechęcić.
To moment, w którym warto zatrzymać się i pomyśleć: czego tak naprawdę potrzebuje moje dziecko?
Najpierw – zrozumienia.
Twoje dziecko nie robi tego specjalnie. Ono naprawdę często wkłada ogromny wysiłek w coś, co dla innych wydaje się proste. Jeśli widzisz, że się męczy, że unika czytania, że szybko się zniechęca – to nie jest brak chęci. To sygnał przeciążenia.
Potem – dobrej diagnozy.
Jeżeli trudności się utrzymują, warto skonsultować się w poradni psychologiczno-pedagogicznej. To nie jest etykietowanie dziecka. To jest próba zrozumienia, jak ono funkcjonuje i czego dokładnie potrzebuje, żeby się rozwijać. Dopiero wtedy można dobrać właściwe metody pracy.
I wreszcie – codziennego wsparcia, które naprawdę ma sens.
Najbardziej pomaga to, co rozwija konkretne funkcje, a nie tylko „ćwiczy objaw”. Czyli zamiast zmuszać do wielokrotnego pisania, warto wzmacniać sprawność ręki poprzez rysowanie, wycinanie, zabawy manipulacyjne. Zamiast czytać długie teksty – czytać razem, krótkimi fragmentami, naprzemiennie. Zamiast poprawiać błędy czerwonym długopisem – uczyć zauważania i poprawiania ich w spokojny sposób.
Bardzo ważne jest też angażowanie wielu zmysłów. Dziecko może mówić, słuchać, pisać palcem w powietrzu, dotykać, układać. Im więcej dróg prowadzi do nauki, tym większa szansa, że coś „zaskoczy”. I jeszcze jedna rzecz, o której często się zapomina.
Relacja.
Dziecko uczy się najlepiej wtedy, gdy czuje się bezpieczne. Gdy wie, że może popełniać błędy. Gdy nie jest zawstydzane ani porównywane. Gdy ktoś widzi jego wysiłek, a nie tylko efekt.
To naprawdę zmienia wszystko.
Bo kiedy dziecko zaczyna wierzyć, że może się nauczyć – wtedy dopiero zaczyna się prawdziwa praca.
Chcę Ci też powiedzieć coś, co daje ogromną nadzieję.
Dzieci z trudnościami w czytaniu i pisaniu bardzo często mają niezwykłe zasoby. Potrafią być kreatywne, wrażliwe, mieć świetne myślenie obrazowe, przestrzenne albo matematyczne. Naprawdę warto je zauważyć i rozwijać. To buduje poczucie wartości, które później „niesie” dziecko także przez trudniejsze obszary.
Nie wszystko musi być idealne od razu.
Postęp w takich trudnościach jest procesem. Czasem wolniejszym, czasem wymagającym cierpliwości, ale możliwym. Przy odpowiednim wsparciu wiele dzieci znacząco zmniejsza swoje trudności, a część z nich radzi sobie później bardzo dobrze.
Najważniejsze jest to, żeby dziecko nie zostało z tym samo.
Jeśli jesteś obok, jeśli próbujesz zrozumieć, jeśli szukasz rozwiązań – to już robisz bardzo dużo.
Naprawdę dużo.
I to jest dobry początek.
Z ciepłym wsparciem
Agnieszka

etdwsusvqludumtvfuholqrwnrtwse
xqkmdsojxkndmudvdflwiefjnedmpz